Chocby i w snachA jeśli kocham to co?A jeśli zachwyt, jeżeli?A jeśli Twych oczu blask?A jeśli w snach? To co?Ach. Choćby i w snach.
ZwiewnoscCiepłe, letnie wód bezkresy,zwiewnych tęsknot kresy, kresy,zwiewnych jętek lot, błękitność,chabrów, maków kwitność, kwitność.Ma tęsknota, myśl przelotna, myśl stukrotna.Wytęsknienie, pragnień czystość,odlatanie, wiatr, srebrzystość…
Smak cieplej, letniej nocySmak nocy nie jest snem,złoty blask furkoce,rozświetla złotem noce,roztacza złoty sen.Blask brzasku środkiem nocywstępuje w Twoje oczy,rozświetla sny tej nocy,choć sam już nie jest snem.Nić nocy plączą oczy,śniąc senny sen — nie sen,i we śnie, we śnie temsplatają nić w smak nocy.I w hebanowe oczywśniwają się wśród nocykarmazynowe sny. ✲ ✲ ✲Ah! Przyśnij, przyśnij mi się,wśród ciepłej, letniej nocy,i Twoje, Twoje oczy,jak ciepłe, let
GolebnikGołębnik"czerwiec - lipiec 2011prologNa coś gotowy, by szczęście zdobyći móc swe chore ukoić żądze?Biedni bez szczęścia mogą się obyćbo ten radosny, kto ma pieniądze!Niebawem przyjdzie otworzyć oczywszystkim wierzącym w prawdy wpajane,bo zła moneta koło zatoczymiażdżąc w jej blasku szczęście zyskane.Jedna jest prawda i jedno prawo,by każdy w życiu czuł się bezpiecznie,lecz ktoś umysły zatruł obawą,że ten przywilej nie potrwa wiecznie.Bo pęta z
Bialy kotDramatis personae: Dramatis feles:On Czarny kotOna Biały kot
Letni kryzysNa wznak leżę w trawie i czekam na jesień.Niech wreszcie mnie dotknie swą aurą deszczową!Niech drży melancholią w mych myślach wciąż nową,niech sercem zawładnie i głową!Z tęsknoty usycham; czy jesień już blisko?Nie zaczną wnet ptaki wędrówki tułaczej?Niech zblednie już słońce, niech deszcz spadnie raczej...Czy wiatr już nie pachnie inaczej?Na jesień wciąż czekam i cisza mnie dławi -- czy jesień naprawdę mnie już nie pamięta?Ach, gdybyż nadeszła j
SpadamCztery ścianyPożegnalny listOtwarte oknoSkok nadziei?Skok wiary?Bezsensu skokSpadam w czerńNie wiem gdzieNie wiem po coPode mną śmierćNade mną nieboCiemne nocne nieboNie ma odwrotuZamykam oczyLecę w dół...Wieczny spokójOdszedłem, lecz nicNic się nie zmieniłoI nawet księżycPółokrągły księżycŚmieje się szyderczoI nawet diabełZabierając moją duszęŻyczy mi dobrej nocy
Idzcie wszyscy do choleryIdźcie wszyscy do cholery!Zaraz mnie szlag jasny kopnie,dosyć mam tej atmosferybo mierzicie mnie okropniei będę wobec was szczery choć raz zróbcie coś roztropnie:Idźcie wszyscy do cholery!I mi nie wmawiajcie bzdetów,że obrażam was poetów!Pchajcie w durniów swe durnoty,lecz gdzież moje są maniery!Wiersz ten do Światłej Ciemnotyco wzięła się za litery,lecz miast pisać swe głupoty:Idźcie wszyscy do cholery!Może kiedyś wam się uda,złożyć wiersz po wielu trudach?Niech wam
SolitudoZimna noc, chłodny deszcz, mroźne oczy;samotny jestem jak wielki, matowy księżyc;sam, pośród gwiazd, kroczący po niebie,oświetlony Twoim blaskiem. Zimno mi.Przytul mnie, nie moje słoneczko.Wystraszony ocean, niespokojne wybrzeże, burzliwe serce;smutno mi i przykro, słaby jestem.Cieszysz mnie samą swoją istotą, wywołujesz uśmiech swoim naturalnym pięknem.Uśmiechnij się, nie mój kwiatuszku.Nie jest złe to, że nie jesteś moja.Nie jest złe to, że o mnie nie wiesz.Nie jest złe to, że nie mam
DeszczeMoże to brzmi naiwnie,ale chcę cię o coś prosić; zrób coś dla mnie.Kiedy zaczną się wiosenne deszcze -- te, wiesz, które tak lubisz,w których głowę gubisz(byle nie do przesady) -- zrób coś dla mnie.Włącz sobie muzykę, taką, którą kochasznaprawdę - naprawdę,wyjdź na balkon na deszcz(tylko żeby ci muzyka nie zamokła,jakoś sobie poradzisz)i żeby nikogo - nikogo wokółi tylko - tylko ty.I płuca masz pełne strug deszczowych -- łagodniejszej strony twej natu
Limeryk generatywny 2Miła Ala z Warszawya człek był z niej prawykiedy kwiatek zerwaławszystkie płatki mu rwałałupiąc całe Morawy.
Miedzy snem a jawaŚniłem o Tobie moja miła.Snem barwnym, co pachniał cynamonem.Śniłem, ku Tobie we śnie krążąc wciąż,ku Tobie zmierzając o poranku.I już pochwycić miałem Ciebie,jak słońca promień o poranku,oświecający serce me.I już ku Tobie dąży dłoń…Huk!Przepadło, wiem, to prysnął sen.Chcę oczy zamknąć, znów schwycić Ciebie,lecz ginie obraz Twój.Z pościeli wyrywa mnie szorstka dłoń.Otwieram oczy szeroko,twardą dłonią ocier
Zapomnij ow swiatWszystko co wiesz, zapomnij,co czułaś, czuj tem bardziej,i nie patrz ciągle w krąg,zamknij oczy pośród łąk,niech świat nowy Ci się śni,niech rozdzielą się od wód wody,niech blask nowych gwiazd na niebie lśni,niech wstanie dzień nowy i noc nowa,niech wyrosną kwiaty, ptaków lot wytryśnie,niech kroczę przez sad i niech się Tobie przyśnię.