Noc, to kolor Twych rzęs,
gdy księżyc świeci na niebie,
różowo-żółte halo ma wokół,
chmury szybują jak sokół,
jak ma tęsknota do Ciebie,
jak nocy czerwcowej kęs.
Noc to błysk w Twoim oku,
nikłe światło rysujące kontury
dębów targanych wiatrem
i niebo rysowane światłem
plejad świecących u góry,
w najkrótszą noc w całem roku.
Noc to dotyk Twej skóry,
delikatne muśnięcie Twych warg,
gorących jak noc, noc czerwcowa,
gdy pełna zamętu ma głowa,
gdy muskam wargami Twój kark
i pragnę przenosić góry.
Noc to dźwięk Twoich słów,
ich cicha, dźwięczna zmysłowość,
a wiatr nocą świszczący,
to głos Twój cicho szepczący,
gdy każde jedno Twe słowo
ma w sobie ulotność snów.
Noc i Ciebie jednako
kocham spowity snami,
śniąc Ciebie chwilnie i skrycie
i trwając w tem cichem zachwycie,
tęsknię do Ciebie czasami.
Kocham jak noc tę niejako.
Twoja poezja ma swój osobliwy charakter, coś nieuchwytnego, wymykającego się określeniom na tyle sprawnie że nie potrafię zlokalizować istoty owej rzeczy. A jest w każdym wierszu czai się gdzieś między wersami. Jest i bardzo dobrze, że tam jest.
Bardzo mi się podoba pozorna lekkość w utworze, mówię pozorna bo dostrzegam w bardzo ciekawiej budowie (ABCCBA ?) trudność w składaniu fraz tak, aby brzmiały spójnie, logicznie i lekko. To jest taka lekkość wypracowana (nie sądzisz, że najtrudniejsza z lekkości?).
Budowa wiersza jest skądś podpatrzona, czy taka luźna inwencja twórcza lub wariacja na temat rymu okalającego?
Bardzo dużą rolę przykładasz do rytmizacji i melodyjności swoich utworów i wyraźnie to czuć!
A treściowo? Zdaje się intymnie i jak już zauważyła Julia, magicznie...
Tak, takie twory definitywnie podnoszą poziom grupy.
Dalej, wyróżnione anafory „Twój” i „kocham” kierujące przekaz ku odbiorcy i sugerujące, że jest kochany przez autora potęgują to odczucie.
Dalej, rzęsy, „czerwcowej kęs” (gdzie czerwiec brzmi podobnie do czerwień [choć może to tylko moja synestezja…], a kęs wywołuje skojarzenia z ustami), wargi, kark, skóra, zmysłowość słów, cicho szepczący, oczywiście pobudzają skojarzenia z odczuciami erotycznymi, nadając wierszowi ową zmysłowość, a więc znów wpływają na jego pozytywny odbiór. Wspomagają to też słowa pobudzające odczucie delikatności/czułości (tęsknota, rysowane, muśnięcie, zmysłowość, ulotność, chwilnie i skrycie, cichem zachwycie) oraz siły (dęby targane wiatrem), czyli cechy, jakich mężczyzna poszukuje u kobiety i jakich kobieta poszukuje u mężczyzny.
Dalej, noc i jej sugestywny opis (księżyc, halo, plejady…), sny i akcja ulokowana w dniu przesilenia są tajemnicze, przydają więc z jednej strony odczuć magicznych/mistycznych. Z drugiej strony są też oznakami tego, że przyroda wokół jest dobrym miejscem do życia (sokół, dęby, gorąca noc czerwcowa, niebo najwyraźniej na tyle czyste, że widać księżyc i gwiazdy, wiatr), a więc, analogicznie jak wcześniej, wywołuje to poczucie piękna.
Dalej, pobudzenia różnych zmysłów: wzrok (sama forma graficzna wiersza: wcięcia, kolorowe litery, pogrubienia i kursywy), odczucie kolorów (różowo-żółte halo, niebo rysowane światłem), moje własne synestetyczne odczucia kolorów-liter (czerwcowej [cynober] kęs [krwista czerwień], kocham [krwista czerwień] noc [błękit nieba]), słuch (bezpośrednio: targane/rysowane, świszczący/szepczący; semantycznie: dźwięk twoich słów), dotyk (o czem już pisałem wyżej). Pobudzenia zmysłów same w sobie pociągają.
I zostaje jeszcze „pragnę przenosić góry”, będące rzecz jasna nawiązaniem do Biblii, a więc, o ile odbiorca jest osobą wierzącą, jest ono oznaką tego, że autor pochodzi z tej samej kultury co odbiorca.
Jednym słowem inżynieria neuroestetyczna (chociaż w sumie to raczej powinienem powiedzieć analiza post factum).
(jeśli przeginam z moimi wywodami posesyjnymi to mnie stopujcie)